BHP medytacji

Medytacja jest znana ludzkości od tysięcy lat. Różne osoby szukają w niej różnych doznań:

  • niektórzy szukają odpoczynku od codziennego zabiegania, szukają sposobu na to, by przywrócić/ utrzymać harmonię w życiu,
  • inni chcą lepiej poznać siebie i wzmocnić kontakt z wewnętrznym głosem intuicji,
  • jeszcze inni pragną inspiracji do wzrastania i zmiany, by częściej doświadczać spełnienia, szczęścia i radości,
  • niektórzy pragną zgłębienia mistycznej tajemnicy, transcendentalnego poczucia jedności z Absolutem, dążą do tego, by uzyskać stan oświecenia czy nirwany,
  • wreszcie są i tacy, którzy chcą wykształcić w sobie sztukę kontaktowania się z pozazmysłowym wymiarem lub pragną rozwijać umiejętności jasnowidzenia.

Słowa tego artykułu kieruję przede wszystkim do tych, którym bliskie są trzy pierwsze punkty – głównie dlatego, że w moim przekonaniu pełnię duchowości osiągamy poprzez odnalezienie szczęścia w codziennym życiu – gdy uznamy kompletność naszego człowieczeństwa, gdy harmonijnie łączymy potrzeby ludzkiego ego z pragnieniami duszy, przyjmując miłość zarówno płynącą od ludzi, jak i tę, która ma źródła w wyższym wymiarze. Zdarzyło mi się i zdarza nadal dotykać „mistycznej tajemnicy”, nie jest to jednak dla mnie celem samym w sobie a raczej „efektem ubocznym” wzrastania i odkrywania siebie.

 

Medytacja traktowana jako technika wyciszenia i odprężania jest całkowicie bezpieczna. Jednak pod jej wpływem mogą pojawić się różne doznania. Część z nich jest pokłosiem trudnej drogi przez życie, część wynikiem tego, że zyskujemy świadomy dostęp do intuicyjnego umysłu. Intuicja jest głosem na pograniczu świata zmysłów i świata duchowego. Gdy kotłują się w nas sprzeczne emocje łatwo głos intuicji pomylić z wytworem własnej, niezbyt szczęśliwej, ale za to twórczej wyobraźni. By ustrzec się przed niechcianymi pułapkami warto poznać parę prostych zasad.

Nie lubię zakazów lub nakazów i szanuję wolną wolę każdego z nas, jednak jeśli chodzi o medytację zdecydowanie odradzam:

  • samodzielne zażywanie jakichkolwiek środków, które mają poszerzyć naszą świadomość (narkotyków nawet tych miękkich, grzybków itd.)
  • podążania za nauczycielami rozwoju duchowego (guru, szamanami), którzy oferują tego typu środki początkującym adeptom medytacji.

Czasem ciekawość kusi nas by pójść „na skróty” na drodze do transcendentalnych przeżyć lub by sprawdzić na własnej skórze czy „coś tam istnieje”. Warto pamiętać, że po środkach zmieniających świadomość nasze przeżycia to przede wszystkim bio-chemiczna reakcja organizmu na dostarczone z zewnątrz substancje. Jeśli dużo w nas ciemnych, ciężkich emocji – strachu, gniewu, żalu, zazdrości – sztucznie wywołane doznania, choć przynoszą krótkotrwałą euforię, na dłuższą metę mogą „pogłębiać ciemną stronę mocy”. Niosą groźbę uzależnienia. Mogą też przerodzić się w niekontrolowane napady (auto)agresji lub wpędzić w depresję.

Na co powinniśmy zwrócić uwagę, gdy chcemy doskonalić naszą praktykę medytacyjną? Przede wszystkim na pojawiające się myśli i uczucia. Jeśli wyciszymy bodźce związane z codziennymi sprawami bywa, że do głosu dochodzą zapomniane, trudne przeżycia. Z jednej strony jest to dla nas szansa, by je rozpoznać, ukoić i pożegnać. Z drugiej strony do tej pory spychane w odległe zakamarki nieświadomości, zagłuszane nadmiarem aktywności, w pełnej krasie i ze dwojoną mocą zjawiają się na scenie. Dają o sobie znać albo poprzez np. ból głowy, brzucha lub kręgosłupa, albo poprzez falę silnych emocji – gniewu, smutku, żalu. Zdarza się, że zamiast medytować w ciszy, ze spokojem w sercu, mamy ochotę komuś przywalić albo rozpłakać się tak, jak nigdy na to sobie nie pozwalaliśmy.

Co w takim wypadku można zrobić? Co zrobić z nadmiarem myśli i/lub emocji?

  1. pozwól sobie na odczuwanie emocji i jednocześnie „zajmij czymś ręce” – doskonale sprawdza się tutaj praca w ogrodzie (symboliczny powrót do Matki Ziemi), robótki ręczne czy sprzątanie (dla mnie ulubione było szorowanie podłogi), gdy „roznosi” Cię złość, możesz bić pięściami w poduszkę, tak długo, aż zupełnie opadniesz z sił – ważne, byś pochyliła się z szacunkiem nad własnymi uczuciami, byś wysłuchała jaka informacja kryje się za złością, smutkiem, przygnębieniem – zapomnij tutaj o psychologicznym analizowaniu swojej przeszłości, o tłumaczeniu przyczyn itd. – SŁUCHAJ SIEBIE – uczciwie, patrząc nie tylko na ból wywołany postrzeganą krzywdą ale również na te chwile, gdy zagubiona, odwróciłaś się od samej siebie – SŁUCHAJ SIEBIEczego potrzebujesz tu-teraz – nie jako dawne zagubione dziecko, nie jako skrzywdzona kiedyś osoba, ale jako dorosły człowiek;
  2. zacznij od form medytacji w ruchu, które naturalnie pomagają rozładować nadmiar uczuć – w moim przypadku doskonały okazał się taniec. Przez lata brałam udział w warsztatach tańca, głównie w trzech odsłonach: 5rythms® (polska nazwa 5 rytmów), MovementMedicine i Otwarta Rzeka (Rio Abierto®), dopóki nie byłam gotowa na medytację w bezruchu;
  3. skorzystaj z EFT – Emotion Freedom Techniques (ang. techniki wolności emocjonalnej, zwane również tapping) – jedna z metod psychologii energii, która zakłada, że występowanie destrukcyjnych emocji w naszej psychice powiązane jest z zaburzeniami systemu energetycznego ciała; moje doświadczenie z tą techniką wskazuje, że pozwala ona uwolnić pamięć nawet bardzo traumatycznych doświadczeń bez efektów ubocznych w postaci re-traumatyzacji czy bólów psychosomatycznych;
  4. zapisz się i, co ważniejsze, regularnie pojawiaj się na takich zajęciach jak joga, pilates lub chociażby pływanie, zacznij regularnie biegać, jeździć na rowerze, spacerować, grać w tenisa;
  5. jeśli w trakcie medytacji zasypiasz – pozwól sobie na to – dzięki temu odpoczniesz; czasem sen przychodzi, bo jesteśmy przemęczeni i to jest właśnie to, czego najbardziej nam potrzeba, czasem sen przychodzi, bo nie jesteśmy jeszcze gotowi na konfrontację z trudnymi uczuciami – szanuj własne potrzeby, nie spiesz się z forsowaniem naturalnych blokad, zaufaj, że wszystko, co masz wiedzieć, przyjdzie do Ciebie w odpowiednim momencie;
  6. możesz też pomimo nieprzyjemnych objawów wytrwać w medytacji – będzie to łatwiejsze, gdy zaczniesz uważnie słuchać informacji, jakie niosą z sobą pojawiające się myśli, emocje czy też ból, pamiętaj – nie jesteś swoją myślą, nie jesteś swoją emocją, nie jesteś swoim bólem. Jesteś człowiekiem, który myśli określone myśli i może je zmienić. Jesteś osobą, które czuje emocje – pozwala im przypływać i odpływać. Wysłuchaj i zaakceptuj przekaz, który niesie Twoje ciało;
  7. uważnie stawiaj pytania w trakcie medytacji – dobre pytanie medytacyjne to:
    • Co ważnego chce mi powiedzieć mój ból głowy? Boli mnie głowa, ponieważ…
    • Jaka pozytywna intencja kryje się za moim strachem? Strach chce mnie ostrzec przed … i podpowiada mi, żebym zatroszczyła się o …
    • Co moja złość chce mi powiedzieć? Złoszczę się na … żeby nie widzieć, że powinnam zmienić…
    • Co w danej sytuacji ja mogę zrobić, by być bliżej miłości – do siebie samej i do innych? (np. do kogoś z kim mi się nie układa);
  8. unikaj destrukcyjnego sposobu myślenia (Dlaczego znowu mi się to przydarzyło? Czemu zawsze to mnie spotyka? Jestem do niczego itd. Jak oni mogli mi to zrobić?) – naucz się nie krytykować siebie za krytyczne myślenie – to prowadzi w ślepy zaułek -pamiętaj, Twoje myśli nie są Tobą – jeśli pojawią się te „nieprawidłowe” – zauważ je, podziękuj im za głos i zastanów się, co dobrego chciały powiedzieć;
  9. możesz skorzystać z nagrań medytacyjnych; część z nich służy nie tylko wyciszeniu, ale na przykład odkryciu własnych talentów. Nie każde z nagrań jest dobre akurat dla Ciebie. Jeśli jakieś słowa medytacji budzą w Tobie nieprzyjemne emocje, zawsze możesz wyłączyć nagranie i na spokojnie zapytać siebie, co to oznacza. Pamiętam, jak jedno z nagrań medytacyjnych odwołujących się do miłych i przyjemnych wspomnień z dzieciństwa obudziło we mnie frustrację. Spytałam siebie: „Co oznacza moja frustracja?”. Odpowiedź brzmiała: „Wspominam przyjemności dzieciństwa jako bezpowrotnie utracone.” Zrozumiałam, że sama sobie odmawiam dawnych przyjemności i blokuję radość płynącą z obcowania z przyrodą (spędzając czas w domu zamiast pojechać na kilka dni do lasu, nad morze itp.).

    Niektóre nagrania medytacji w Twoim przypadku mogą nie spełniać swojego celu – ani nie przynoszą wyciszenia, ani też nie prowadzą ku lepszemu poznaniu siebie; takich nagrań po prostu nie słuchaj – zaufaj własnej ocenie.

Może się zdarzyć, że w trakcie medytacji pojawią się doznania, które określamy jako mistyczne lub transcendentalne – różne obrazy, postaci osób, symbole, dźwięki, głosy, myśli niosące pogłębiony wgląd, promieniująca jasność, iskra elektrycznej, która samoistnie przechodzi z jednego punktu ciała w drugi. Mogą być i inne. Często osoby, u których budzi się intuicyjna świadomość mówią, że słyszą piszczący dźwięk pojawiający się niespodziewanie w czasie dnia. Gdy zaczynałam przygodę z medytacją w Polsce nie było zbyt wiele literatury, która wyjaśniałaby w rzetelny sposób zjawisko duchowości. Gdy spontanicznie pojawiły się w mojej głowie „wizje”, byłam mocno poruszona i chciałam się dowiedzieć czy zwariowałam, czy może jestem kimś absolutnie wyjątkowym. Niestety nie znalazłam prawie żadnych opracowań, które pomogłyby mi zrozumieć, co się ze mną dzieje. Być może brak takich opracowań wynikał z faktu, że przynależymy do cywilizacji zachodniej – nowożytna nauka naszego kręgu kulturowego w dużej mierze wyrugowała poza krąg swoich zainteresowań duchowość, skupiając się na materialistycznej interpretacji świata.

Nie wiedziałam, że to, co przeżywam jest całkiem dobrze znane wielu osobom, u których budziło się doświadczanie siebie jako istoty duchowej. Że moje „niesamowite” wrażenia to sygnały budzącej się świadomości. Te „niesamowite” wrażenia czasami wywołują silną euforię, pod wpływem której może się wydawać, że osiągnęliśmy stan oświecenie. W trakcie tego rodzaju doznań często dochodzi do zbliżenia z wyższym wymiarem, niedostępnym ludzkimi zmysłami. Jeśli towarzyszy im nie tyle spokojne szczęście i poczucie pełnej miłości do siebie i świata, ale właśnie euforia oznacza to, że jest to dopiero początek zmian. Warto zachować wtedy szczególną czujność, by się w tych zmianach nie zatracić.

  • niektóre osoby mogą się wystraszyć tego, co się z nimi dzieje, zwłaszcza jeśli wzrasta ich wrażliwość na wszelkie bodźce i dosłownie wszystko (kolory, zapachy, smaki, emocje innych ludzi) zaczynają czuć i widzieć tak intensywnie, że to aż męczy; na szczęście nie jesteśmy bezwolnym odbiorcą tego typu doświadczeń – zawsze możemy sobie powiedzieć: „Stop. To dla mnie za dużo”.
  • przebłyski mistyczne mogą spotkać osoby, które dotarły do bardzo bolesnych przeżyć – pomagają one człowiekowi z tymi przeżyciami się uporać; nie mam dla Ciebie czytelniku „twardych danych”, bowiem oficjalna nauka dopiero raczkuje, jeśli chodzi o badania tego typu zjawisk, ale doświadczenia własne, a także wypowiedzi osób, które publicznie podzieliły się swoimi przeżyciami wskazują na to, że gdy dążąc do wzrastania borykamy się z bólem duszy, by nasz ból złagodzić wznosimy się ku światłu. Z pewnością związane jest to z produkcją przez nasz organizm naturalnych substancji podobnych do narkotyków, które dają niesamowity zastrzyk szczęścia. Co tu dużo ściemniać – takie doznania mogą być fascynujące i ze względu na ich charakter, i ze względy na poczucie, że oto jesteśmy kimś wyjątkowych, stworzonym do wielkich rzeczy, albo oto rozwiązaliśmy wszelkie problemy i od dnia dzisiejszego los odmieni się całkowicie. Jeśli chwilowo zatracimy granicę między tym, co realne, tym, co jest przekazem od wyższego Ja, a tym co jest wytworem skołowanej z bólu wyobraźni, mamy szansę na wzrastanie. Jeśli trwamy w euforycznym stanie, możemy zagubić się w naszych poszukiwaniach lub z wyżyn euforii spaść prosto na dno rozpaczy.

    Gdy doświadczyliśmy przeżyć na pograniczu światów, warto skonsultować się z kimś, kto pomoże oswoić budzącą się duchowość – zachowajmy jednak dużo sceptycyzmu i zdrowy rozsądek przy wyborze duchowego przewodnika. Pamiętajmy również, że choć tego typu przeżycia dają nam głębszy wgląd, to nie są zwieńczeniem, a tylko jednym z kroków wzrastania i bez zmiany naszych przekonań oraz zachowania w realnym życiu, nie będę miały zbyt dużego wpływu na nasze zwykłe, codzienne szczęście.

  • zdarzyć się może, że pod wpływem medytacji obudzi się w nas potencjał, który pozwala nam poznawać świat pozazmysłowy. Sygnały ze świata pozazmysłowego są bardzo subtelne i nie pozbawiają nas połączenia z rzeczywistością. Jeśli odczuwamy bardzo sugestywny przekaz niczym z hollywoodzkiego horroru – istnieje duża szansa, że jest to wytwór naszego zbolałego, niekochanego ego. Podobnie jak z przeżyciami mistycznymi, jeśli budzi się w nas potencjał kontaktowania się ze światem pozazmysłowym, poszukajmy dobrego, mądrego przewodnika.

Piszę o możliwości wystąpienia przeżyć na pograniczu świata realnego i duchowego z jednego podstawowego powodu. Przydarzyły mi się takie doznania – nagle i niespodziewanie. Szukałam odpowiedzi o przyczyny bólu własnej, skołowanej duszy a dusza pokazała swoje piękno. Zbyt jasne, zbyt promienne, zbyt odległe od mojego podłego nastroju, bym mogła je w tamtym czasie zaakceptować. Pamiętam przeżywaną euforię, która przeplatała się z nagłym, spontanicznym płaczem, pamiętam własne zagubienie. Pojawiły się też w moim życiu „duchy z przeszłości”. Nie były to wyraźne postacie a ledwo zarysy sylwetki i płynący od nich silny przekaz emocjonalny. Mogłam z tymi postaciami rozmawiać – czując się przy tym cokolwiek dziwnie. Mój logiczny, sceptyczny, żądny naukowych dowodów światopogląd ani nie mógł zaprzeczyć prawdziwości tego, czego doświadczałam, ani przystać na to, że oto realizuje się w moim życiu „średniowieczny zabobon”.

Nigdy nie pragnęłam jakoś specjalnie rozwijać w sobie umiejętności pozazmysłowych – być może dlatego, że szybko się przekonałam, że są one tak subtelne i tak niejednoznaczne, że łatwo pomylić własne życzeniowe myślenie z tym, co „świat po drugiej stronie” chce mi przekazać. Często dopiero po jakimś czasie potrafiłam zrozumieć sens przekazu. Oswojenie „niematerialnej materii” zajęło mi kilkanaście lat. Długo czułam się „niedopasowana”, nieco obca zarówno w towarzystwie tych, którzy święcie wierzyli we wszelkie zjawiska ponadnaturalne, usiłując nadać cudowne znaczenie prozaicznym faktom, jak i wśród tych, którzy całkowicie odrzucili możliwość istnienie jakiejkolwiek innej rzeczywistości niż ta poznawalna ludzkimi zmysłami. Medytacja była jedną z dróg, która pomogła mi zaakceptować siebie jako istotę logiczną i intuicyjną, materialną i duchową, przyziemną i wzniosłą, poszukującą i wiedzącą.

Obecnie medytuję prawie codziennie – nie w jakiś wyszukany sposób – spokojnie oddycham, czasem pracuję w ogródku, siedzę w fotelu i „sobie dumam”, spaceruję po pobliskim lesie, używam kart lub kamieni do medytacji. W długie, jesienno-zimowe wieczory robię swetry na drutach, latem pływam w jeziorze. I do pogłębiania takiej zwykłej, codziennej praktyki wszystkich serdecznie zachęcam.

ewa-kujawa.pl