Trudno przebaczyć, jeśli nie umie się kochać siebie…

Żyjemy w kraju przesiąkniętym chrześcijańską kulturą, która każe kochać bliźniego i przebaczać, każe w imię Boże zapominać o wszelkich urazach i krzywdach. Niestety ludzkie emocje i uczucia nie ulegają zbyt łatwo nakazom – czujemy, co czujemy, a gdy staramy się pod przymusem zmienić rzeczywistość uczuć, nie zawsze się to udaje. Czasem gniew na kogoś, żal o coś, pamięć krzywdy lub niesprawiedliwości tkwi w nas uparcie i nie pozwala cieszyć się bliskością z innymi ludźmi. Jesteśmy bezradni; stawiamy sobie wzniosłe wymagania przebaczenia, lecz nie potrafimy przebaczać i zamiast pojednania z drugim człowiekiem, do gniewy czy żalu „dorzucamy” wyrzuty sumienia.

Jeśli chcemy zmierzyć się z naszą bezradnością w przebaczaniu, warto na początku zadać sobie pytanie: Po co mam wybaczyć?

Pokuszę się o stwierdzenie, że wybaczamy, by poczuć się dobrze z sobą. Wybaczamy przede wszystkim dla siebie. Przymus duchowych idei nie zadziała, jeśli nie zatroszczymy się o siebie, jeśli nie będziemy pamiętać, że przebaczymy nie po to, by naprawiać przeszłość, lecz po to, by tu-teraz budować swoje szczęście.

Gdy zostaliśmy skrzywdzeni, tracimy zaufanie do świata, do innych ludzi, do siebie samych. Tracimy pewność siebie, radość życia, szacunek. Podobnie dzieje się w sytuacji, gdy to my, niechcący lub świadomie, skrzywdziliśmy kogoś. Wybaczając sobie lub drugiemu człowiekowi, uwalniamy się od strachu, bezradności, gniewu, wyrzutów sumienia czy wstydu – po to, by doświadczyć najlepszej wersji siebie – osoby radosnej, życzliwej i silnej. Osoby, która szanuje własną godność i godność drugiego człowieka.

Pokuszę się o stwierdzenie, że wybaczenie jest rodzajem umiejętności. Jest procesem, drogą, po której kroczymy przez całe życie. Gdy wiemy, jak wybaczać, eliminujemy bagaż emocji, które trzymają nas w kleszczach powtarzających się sytuacji i doświadczeń. Jednym z niezbędnych składników tworzących satysfakcjonujące życie jest właśnie umiejętność wybaczania przeszłości.

Drugie ważne pytanie, na które warto sobie odpowiedzieć, to pytanie o to, co hamuje proces przebaczenia. Dlaczego tak trudno wybaczyć?

Bywa, że nie potrafimy wybaczać innym, trzymamy się gniewu, strachu lub chęci odwetu nie dlatego, że tak podpowiada nam przeszłość, ale dlatego, że NIE WIEMY, JAK BUDOWAĆ WŁASNĄ PRZYSZŁOŚĆ. Wiemy, jak to jest czuć strach, złość, gniew, nie wiemy zaś, jak to jest czuć miłość, spełnienie, radość odnajdywane w relacji z drugim człowiekiem. A skoro nie wiemy, paradoksalnie, nie potrafimy opuścić tego, co choć niekomfortowe, to jednak bliskie. Wolimy trwać we własnym nieszczęściu, bośmy się z nim zżyli i wiemy, jak z tym nieszczęściem funkcjonować. Wydaje się nam, że porzucając pamięć o krzywdzie, wyrzekając się gniewu, stoczymy się w pustkę, bo nie mamy w głowie czy sercu tego, co stanie się po tym, gdy wybaczymy. Szczęście, radość, ciepło, bliskość… są to niewiadome, które dopiero musimy rozpoznać i których musimy się nauczyć.

Uporczywe trzymanie się urazów ze strachu przed tym, co nieznane, z powodu braku umiejętności budowania własnej przyszłości jest formą braku miłości do siebie.

Bywa, że nie potrafimy wybaczyć innym, bo ZBYT MOCNO JESTEŚMY PRZYWIĄZANI DO WZNIOSŁYCH WARTOŚCI. Bo za bardzo staramy się być dobrymi ludźmi. Zbyt dużo wymagamy od siebie i innych, nie dopuszczamy nawet myśli o tym, że my lub drugi człowiek mógłby postąpić wbrew moralnym lub etycznym normom. System wartości społecznych i wierzenia religijne mogą stać na przeszkodzie przebaczeniu. „Oko za oko, ząb za ząb” – czasy, gdy sankcja była identyczna ze skutkiem przestępstwa minęły, ale w nas dalej tkwi atawizm moralny domagający się rewanżu. Stawiając się w roli ofiary, nie chcemy przebaczyć – zamiast kierować się ku miłości, kierujemy się ku przywróceniu sprawiedliwości. Dążymy również do tego, by inni przestrzegali wyznawanych przez nas wartości, a jeśli tego nie robią, hołubimy wewnętrzną urazę lub potępienie. Przebaczenie nie jest jednak przyzwoleniem na to, by ktoś, Ty lub inna osoba, nie brał odpowiedzialności za popełnione błędy – przebaczenie jest drogą do budowania własnego szczęścia.

Zbyt silne przywiązanie do wartości, wytykanie sobie lub innym potknięć czy słabości jest formą wyrzeczenia się miłości.

Bywa, że nie potrafimy wybaczyć innym, bo ZBYT MOCNO OBWINIAMY SIEBIE SAMYCH. W rozsądnych granicach poczucie winy bywa pomocne – dopinguje nas do zmiany zachowania, do zadośćuczynienia tym, którym świadomie lub nieświadomie wyrządziliśmy krzywdę. Jednak długotrwałe, uporczywe poczucie winy nie służy nikomu. Obezwładnia. Pozbawia życiowej energii. Często uciekając przed wewnętrznym napięciem powodowanym poczuciem winy -„wypychamy” winę z własnego sumienia i obwiniamy innych. Czując się winnym, potępiamy innych lub karzemy samych siebie, wyrzekając się w życiu przyjemności.

Nadmierne poczucie winy jest agresją skierowaną przeciwko samemu sobie, jest wyrzeczeniem się miłości do siebie.

Jeśli przyłapiesz siebie na tym, że:

  • rozpamiętujesz wyrządzoną Ci krzywdę, przeżywając na nowo bolesne emocje, bezradność, gniew, wstyd,
  • szukasz w sercu sprawiedliwości za dawno przebrzmiały sprawy albo osądzasz postępowanie innych,
  • uginasz się pod ciężarem winy albo wstydu z powodu własnych błędów

weź spokojny, rozluźniający oddech i powiedz sobie:

Pozwalam mojemu sercu doświadczać mojej własnej miłości i przebaczenia.

Niech przez jakiś czas słowa te staną się Twoją codzienną mantrą. Ucz się kochać siebie, miej odwagę spełniać swoje marzenia zgodnie z tym, co dyktuje Twoje serce, daj sobie przyzwolenie na to, by być idealnie nieidealną, ucz się kochać siebie i sobie przebaczać – a wtedy wybaczysz też innym.

ewa-kujawa.pl

W kąciku czytelnika możesz przeczytać: